Piazza di Pietra. Wodzenie za nos

 

Artykuł ukazał się w magazynie „La Rivista” w maju 2014 r. Pobierz tekst w formie pilku pdf:LR11-PiazzaDiPietra

Non cuique datum est habere nasum – nie każdemu dane jest mieć nos, mawiali starożytni Rzymianie. Cóż, mój – wcale nie rzymski, a zupełnie słowiański – wyjątkowo dobrze się trzyma, rozmiary ma niemałe, a wyjątkowych przyjemności dostarcza mi w krajach śródziemnomorskich. To właśnie za zapachami Południa najbardziej tęsknię w Warszawie. To właśnie zapachami czuję i opisuję świat. To zapach, węch jest najważniejszym zmysłem, którym odczuwam rzeczywistość. A ulubioną rzeczywistością jest dla mnie oczywiście Italia.

Włochy pachną dla mnie całą paletą aromatów. Sycylia to cytrony; Sardynia – mirt. W Mediolanie pachnie tramwajami, piaskiem i kawą z mlekiem; w Neapolu – ciastkami sfogliatelle, czosnkiem na pizza marinara i spalinami. Rzym to mieszanka wybuchowa: papierosy, najnowsze wydania książek na kredowym papierze, mocne espresso, bezpańskie koty i sanpietrini rozgrzane promieniami bezlitosnego słońca.

1024px-Piranesi-16029

                                                                        Piazza di Pietra widziana oczami Piranesiego

Wdychając woń tych ostatnich, wałęsałam się pewnego majowego dnia po Wiecznym Mieście, przekonana, że aromaty stolicy Italii znam już na pamięć, że przesiąknęłam nimi na wskroś. Przechodziłam akurat przez Piazza di Pietra, jak zwykle wpatrzona w cud starożytnej architektury – świątynię Hadriana, pachnącą historią i wilgocią tężejącą w zakamarkach między marmurowymi kolumnami. Wtedy właśnie poczułam słodki, ledwo uchwytny zapach amarantowej bugenwilli, który dotąd kojarzył mi się raczej z delikatną bryzą w lombardzkim Sirmione. Odwróciłam głowę tylko na chwilę. Przede mną otwierały się wrota do prawdziwej świątyni aromatów. Jak to możliwe, że nigdy wcześniej nie zauważyłam tego miejsca?

 

Galleria Olfattiva Laura Tonatto, czyli Galeria Zapachowa najsłynniejszej bodaj włoskiej marki perfumiarskiej, działa w Rzymie już od kilku sezonów. Nie tylko promuje turyńską produkcję zapachów Laura Tonatto, cieszącą się blisko 30-letnią tradycją, ale, przede wszystkim, zaprasza na wspaniałe, zmysłowe spotkanie z kulturą, odczuwaną przez… nozdrza. W galerii poznajemy bowiem zapachy inspirowane największymi dziełami sztuki i literatury, jakie kiedykolwiek stworzył człowiek: od obrazów Caravaggia po utwory Mozarta, od filmów Viscontiego po powieści Prousta. Co ciekawe, obcowanie z nimi zaaranżowano w sposób holistyczny – w spotkaniu biorą udział także inne zmysły. Umieszczone w galerii instalacje pozwalają przeczytać fragmenty tekstu (także dotykowo – w alfabecie Braille’a), obejrzeć płótna mistrzów, posłuchać pięknych arii operowych i podziwiać na filmowym ekranie wspaniałe ujęcia operatorskie, jednocześnie wdychając niejednokrotnie zaskakujące aromaty, które w sposób przejmujący je ilustrują. Wszystkiemu, wprost z płótna Luki Giordano, przygląda się z patronka galerii – św. Magdalena, opiekunka perfumiarzy, której imieniny przypadają na najbardziej pachnący miesiąc, maj.

tonatto
Perfumy Laura Tonatto, także te, które możemy nabyć w sklepie stanowiącym część galerii, zazdrośnie strzeżone przez fiolki z ciemnego szkła, powstały przy użyciu najwyższej jakości składników, pochodzących głównie z Grasse na południu Francji, z Arabii Saudyjskiej i Singapuru. Wytwarza się je w niewielkich ilościach, w szacunku dla środowiska naturalnego. Miłą niespodzianką jest bez wątpienia fakt, że zwiedzanie galerii jest bezpłatne, a pozwala jednocześnie przenieść się do świata nie tylko literatury i sztuki, ale także wystawności i luksusu. Laura Tonatto tworzy perfumy dla najsłynniejszych hoteli i muzeów, dla gwiazd takich, jak znany z sympatii do Włoch George Clooney, a także dla samej królowej Elżbiety II. Skład tych ostatnich pozostaje tajemnicą – nam, zwykłym śmiertelnikom, wiadomo jedynie, że chodzi o zapach kwiatowy z mocną ambrową nutą. Empirycznie poznać możemy za to pachnidło królowej Kleopatry, stworzone w oparciu o zapiski na antycznych papirusach. Mnie wydało się ono duszne i mało eleganckie. Mój nos zapomniał jednak momentalnie o tym drobnym rozczarowaniu, zachwycony trawiasto-słomkowo-kwiatowym aromatem ilustrującym śpiew Susanny z Wesela Figara, delikatnym, jak migoczące pod gwiazdami kropelki wieczornej rosy.

Wizyta w galerii przy rzymskiej Piazza di Pietra była dla mnie prawdziwą duchową ucztą, zgodnie z włoskim przekonaniem, że duch raduje się najbardziej wtedy, kiedy cieszą się zmysły. Nauczyła mnie wiele: chociażby tego, że każdy z nas ma inną wyobraźnię zapachową. Jak bowiem wytłumaczyć, że w galerii filmowa La Dolce vita pachnie słodkim mlekiem, a nie, jak dotąd sobie wyobrażałam, szampanem? I że aromat roztaczany przez Królową Nocy z Czarodziejskiego fletu pozbawiony jest wysokiego fa, którym przepełniona jest aria Der Hölle Rache? Cóż, na pewno rzymski czy turyński nos działa inaczej, niż warszawski. To jednak nie powód, aby spuszczać go na kwintę. Wręcz przeciwnie. Spróbujmy częściej poznawać świat, ten włoski i ten polski, wdychając go w głąb siebie. Tylko w ten sposób możemy być pewni, że wiele niezwykłych doświadczeń nie przejdzie nam… koło nosa.

Zainteresowanych tematem perfum zapraszam do lektury drugiego numeru kwartalnika śródziemnomorskiego „Lente”, w którym poświęcimy wiele miejsca temu zagadnieniu: kliknij tutaj.

Udostępnij znajomym!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>